Rejs 100lat PTF POGORIA 2021

Romuald Kotowski
rkotow@pjwstk.edu.pl

17.09.2021    

Rejs Fizyków w stulecie Polskiego Towarzystwa Fizycznego

Szczecin – Bremerhaven

STS Pogoria, 2.08.2021 – 11.08.2021

Organizatorem rejsów upamiętniających 100-lecie istnienia Polskiego Towarzystwa Fizycznego był Jan Grabski, skarbnik PTF. Rejs w roku 2020, czyli w roku rzeczywistego stulecia PTF, odbył się z niewielkim udziałem członków PTF i fizyków niezrzeszonych z powodu panującej epidemii koronawirusa SARS-CoV-2. W tym roku było zdecydowanie lepiej, załoganci zapełnili żaglowiec STS Pogoria a kilku fizyków popłynęło na STS Fryderyk Chopin. Ja byłem członkiem załogi na STS Pogoria.  

Oklicznościowa kartka pocztowa uczestników rejsu

,

Właścicielem STS Pogoria i organizatorem jego rejsów jest The Sail Training Association Poland (w skrócie STAP). Nasz rejs miał numer 12 i został  zaplanowany na trasie Szczecin –  Bremerhaven w dniach od  2.08.2021 r.  do 11.08.2021 r.

Kapitanem rejsu był wybitny i bardzo doświadczony żeglarz Maciej Leśny, a pierwszym oficerem był kapitan stażysta Marcin Wojtkowski. 

Załoga została podzielona na cztery wachty. Każda wachta składała się z około dziesięciu żeglarzy i miała przydzielone określone zadania związane z obsługą żagli. Oprócz tego każdej wachcie były rotacyjnie przydzielane zadania związane z życiem codziennym. Były trzy typy tych wacht: wachta gospodarcza, zwana popularnie wachtą kambuzową, trwająca 24 h, wachta bosmańska przeznaczona do wykonywania zleceń bosmana statku trwająca 12 h, i wachta nawigacyjna polegająca na sterowaniu statkiem przez 4 h. Najtrudniejsza była wachta nawigacyjna, bo mimo że najkrótsza, to wypadała często złośliwie w godzinach nocnych, np. w godzinach 0-4 (tzw. psia wachta) lub 4-8. 

Do Szczecina żeglarze przyjeżdżali na różne sposoby: albo autokarem z Warszawy, albo pociągiem albo jeszcze inaczej. Na miejscu okazało się, że i tym razem trasa rejsu uległa zmianie, gdyż ze względów oszczędnościowych trzeba było pobrać paliwo na Bornholmie, gdyż tak było najtaniej. Odpadła więc nam np. wizyta w Kopenhadze, gdyż nie zdążylibyśmy na czas do Bremerhaven. Zamiast tego mieliśmy przepłynąć na motorze Kanał Kiloński o długości ponad 100 km. Tankowanie w Rönne, portowym miasteczku na Bornholmie, zajęło nam praktycznie cały dzień. Wcale nie było pewne, czy zostaniemy wpuszczeni na ląd, ale ostatecznie udało nam się po Rönne pospacerować i poczuć nieco duńskie klimaty.

Kapitan Maciej Leśny i oficer mojej IV-ej wachty Ryszard Ignaszak na Kanale Kilońskim

.

W czasie pokonywania Kanału Kilońskiego padał niewielki deszcz, ale mimo to z dużym zainteresowaniem oglądaliśmy ten wspaniały obiekt myśli inżynierskiej, istotnie skracający drogę z Bałtyku na Morze Północne.   

Porządek dnia był ustalony: pobudka 7:00, śniadanie 7:30, podniesienie bandery i komunikaty kapitana i stałej załogi, czyli bosmana Sylwka, mechanika Mirka i kucharza Dawida, o 8:00, obiad o 13:30 i kolacja o 18:00. Cisza nocna (teoretycznie) obowiązywała od 22:00. Przerwy miedzy posiłkami były wypełniane na ogół nieoczekiwanymi alarmami: żaglowym, nawigacyjnym czy pożarowym. Cała załoga musiała brać w nich udział, niezależnie od pory dnia, czy nocy.

Na Morzu Północnym skierowaliśmy się stronę Norwegii, podziwiając po drodze olbrzymie farmy wiatrowe i konstrukcje związane z transportem ropy naftowej. 

Czasami wieczór wypełnialiśmy sobie śpiewaniem szant z towarzyszeniem gitary. Były również prelekcje. Bardzo duże wrażenie zrobiła opowieść Marcina Wojtkowskiego o jego czterokrotnym pobycie w misjach wojskowych w Afganistanie. Marcin jest lekarzem ortopedą i właśnie tam zajmował się (czasami bardzo) ciężko rannymi żołnierzami i cywilami. Sam też był ranny i nosi w sobie do dziś dużą liczbę mikroskopowych odłamków.

Piątego dnia rejsu zacumowaliśmy w porcie maleńkiej niemieckiej wyspy Helgoland i spędziliśmy tam dwa dni. Pod koniec drugiej wojny światowej wyspa ta była w niespotykany sposób zbombardowana najcięższymi istniejącymi bombami lotniczymi i do dziś doły po ich wybuchach są atrakcją turystyczną. W jednym z takich lejów zbudowano szpital, a historię wyspy można prześledzić w miejscowym muzeum. Wokół wyspy istnieje ścieżka turystyczna, a główną atrakcją są bardzo liczne stada morskich ptaków (głuptaków, nurzyków, alek, mew trójpalczastych i fulmarów), a niektóre z nich w Europie występują tylko tu.

Ptaki i klify Helgolandu

.

Z Helgolandu pożeglowaliśmy już bezpośrednio do Bremerhaven. Byliśmy tam jednym z przedstawicieli zlotu dużych żaglowców. Jednakże największą atrakcją był potężny niemiecki żaglowiec Alexander von Humboldt II, cały w kolorze zielonym. Jego kolor ma związek z promocją słynnego piwa z browaru Beck’s.
Zlot żaglowców zaszczycił swą obecnością Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier.

Niemiecki żaglowiec Alexander von Humboldt II

.

Trzej fizycy z Warszawy w porcie Bremerhaven Romuald Kotowski, Jan Grabski i Bogdan Kowalski

.

Niektórzy z nas wykorzystali czas jaki dano nam do dyspozycji na wizytę w pięknym mieście Brema, oddalonym od Bremerhaven niecałą godzinę jazdy pociągiem. Czasu nie było za dużo i wystarczyło tylko na spacer do starego miasta, gdzie mogliśmy podziwiać wspaniały ratusz, pomnik czterech muzykantów i pomnik Gotfryda.

Brema: ratusz i katedra

.

Czterej muzykanci z Bremy: osioł pies, kot i kogut

.

Posąg Rolanda w Bremie

.

Posąg Rolanda w Bremie, to średniowieczna statua rycerza Rolanda, rozsławionego przez francuski epos rycerski Pieśń o Rolandzie. Jest on uważany za jeden z najstarszych posągów Rolanda na terenie Niemiec. Symbolizuje niezależność hanzeatyckiego miasta Bremy.

W 2004 posąg wraz z ratuszem został wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Kolejny dzień był już ostatnim dniem naszego rejsu. Dzień pożegnania z nowymi przyjaciółmi, wymienianiem adresów i powrotem do kraju.

Romuald Kotowski

Stronę internetową opracował Jan Grabski